2011/02/27

Life is orange & white

Cześć po małej przerwie,
wiemy, ze umieracie z ciekawości co sie u nas dzieje, więc zeby was troszeczke zaspokoić lub wręcz podraznić Wasze podniebienie, oto zabieram się do kolejnego posta.
Tym razem opowiem o naszej rodzinnej wycieczce weekendowej, jaką odbyliśmy w składzie niezmiennym: Mama Tata i Szczypiorek pewnego sobotniego ranka.
Otóż zaczęło się od tego, że obudziwszy się rano Wojtek i Ola postanowili skorzystać z uroków przecudnej pogody gorącego The South i wybrać się na przechadzkę. Oczywiście Szczypce robiły grymasy i stawiały opór na całej linii, ale w końcu udało się je namówić.
Ubrani oczywiście niezmiennie w barwy naszego UT - pomarańczowy i biały (które towarzyszą tutaj wszystkim studentom, nauczycielom, wystojom wnętrz i wszelkim performansom), ostatecznie wyruszyliśmy z Andy Holt Apartments w kierunku rzeki Tennessee, tam gdzie nas wiatr poniesie.
Szliśmy sobie i szliśmy, az napotkaliśmy na.. wielkiego ŚWIERSZCZA! Nie moze być! Wielce ucieszył się nasz Matejko, gdyz stęskniony za swoją rodziną w Polsce, mógł wtulić się w skrzydła wujka z Ameryki. Ale musieliśmy iść dalej, opuścić wesoły ogród, w poszukiwaniu dalszych wrażeń.
Alejka piesza prowadziła nas przez dolinki i pagórki. Widzieliśmy np. stary, nitowany, wielki most nad rzeką, wędkarzy czyhających na zdobycze z jej wód. Mijaliśmy ludzi śpiących na ławkach (bo był to Dzień Spania w Miejscach Publicznych - codziennie jest inne święto tego typu w USA), a nas z kolei mijały amerykańskie, wielkie, srebrne cysterny.
Musieliśmy niepostrzezenie zrobić jakieś kółko w naszej wycieczce, bo nagle naszym oczom ukazał się Neyland Stadium, czyli stadion Futbolu Amerykańskiego Tennessee Volunteers, oczywiście w barwach pom.-biał. :) Normalnie teraz nie ma sezonu na rozgrywki w tej dyscyplinie i wszystko jest pozamykane, ale o dziwo i ku naszej radości, wszystko było otwarte i mogliśmy się zakraść do środka.
Neyland jest rzeczywiście ogromny i robi wrażenie. Mieści 102 tys. widzów i ma wielkie "T" na środku boiska. Same telebimy są ogromne, jakieś 10x20 metrów. Łaziliśmy sobie po trybunach, wyszliśmy na samą górę i na sam dół. Wojtek potem wysłał tam swojego współlokatora, Simona, ale jak on poszedł to było tam amerykańskie wesele :)
I tak pełni wrażeń udaliśmy się spowrotem do Andy Holt, gdzie musieliśmy ochłonąć jeszcze przez dobrych parę godzin.

Dziękuję za uwagę i do usłyszenia,
XOXO
Rodzinka pod red. Oli