2011/01/19

Art & Architecture building

Kochane Dzieciaki,

kolejny post z serii 'gdzie jestesmy'! Oto wydział architektury, znajduje się on na terenie kampusu UT. O ile z zewnątrz wygląda jak bunkier (toteż nie warto było wyciągać aparatu, żeby zrobić mu zdjęcie), o tyle w środku sprawia niesamowite wrażenie. Dookoła przestrzennego holu znajdują się korytarze, z których na zewnątrz wchodzi się do klas i pomieszczeń, zaś do wewnątrz wchodzi się do pokojów profesorów. Pokoje te znajdują się w tych wiszących 'szufladach' (legenda głosi, że gdy profesor jest zły na dzieci, to dzieci mogą mu zrobić kuku i, delikatnie mówiąc, mogą wypchnąć ową szufladkę z szafeczki). Komunikację pionową, oprócz szeregu klatek ewakuacyjnych, stanowią otwarte schody, które lecą na każdym piętrze inaczej, dlatego wyglądają jak Hogwart. Całość dopełniają kolorowe, głównie niebieskie i żółte ('wentylacyjne grubasy') oraz czerwone (od instalacji tryskaczowej) rury wijące się po wierzchu ścian, lecz nie konkurujące ze spokojną, niemniej jednak zdecydowaną, odważną ale wymuskaną szarością betonu. Na parterze, ku uciesze Oli, rosną drzewa.

Wewnątrz studiów projektowych każdy ma swoje biurko, przy którym może siedzieć kiedy sobie chce albo sobie musi... Można zrobić sobie tam taką bazę! Często nieopatrznie natknąć można się na różnego rodzaju makiety, są to jednak makiety terenu, a nie budynków (nie wiemy dlaczego tak jest na wydziale architektury, ale może będziemy mieć szansę się o tym przekonać).

Aha, do głównego wejścia dochodzi się przez taki pieszy, dość długi mostek, wchodząc od razu na drugą kondygnację budynku (cały budynek jest usytuowany na dużym spadku).

p.s. Ten post jest ze specjalnym ukłonem dla Baśki, która chciała, aby obfotografować jej owe 'profesorskie szufladki'.












2011/01/16

Andy Holt Apt.

Elo,
kolejna porcja wiadomości zza Oceanu nadciąga! Tym razem słów kilka na temat tego jak mieszkamy.
No więc mieszkamy przy ulicy 2117 Andy Holt Ave., stąd też nazwa akademika (Andy Holt Residence). Akademik jest mega wielki, ma chyba 15 pięter, na każdym z nich po 24 mieszkania po 4 osoby w każdym. Łodi prędko policzy ile ludzi tu mieszka :) Na parterze mamy do dyspozycji pralnie, sklep z czipsami, kafejke internetową z drukarką laserową i codziennie innego stróża przy 'frontdesku'. W górę i w dół bez ustanku kursują 4 wielkie windy przepełnione ludźmi (różnej rasy). Zazwyczaj o 10 rano przeprowadzana jest próba alarmu przeciwpożarowego, więc reszta dnia niestety przebiega z dziwnym uczuciem piszczenia w trąbce eustachiusza.
Kiedy już wyjedziemy windą na 6/8 piętro, idziemy niewielkim, schludnym korytarzykiem wprost do swoich penthouse'ów. Po wejściu przez drzwi, znajdujemy się w przedpokoju, na którego ścianie rozpościera się przestronna, luksusowa szafa przykryta gustowną, choć z lekka wysłużoną kotarką (szafy nie mają drzwi). Idąc w lewo od korytarzyka, oczom naszym ukazuje się przestronny salon ze stołem, sofą i rzeczami, z na-wpół-wydzielonym aneksem kuchennym. Kuchnia jak kuchnia, ma wszystko co potrzeba, a nawet więcej. Chodzi tu konkretnie o urządzenie nazywane tutaj 'garbage disposal'. żeby śmieci nie śmierdziały, to np. skórę od banana wrzuca się do zlewu, to wpada do dziury i zostaje tam mielone na malutkie kawałeczki, aby następnie trafić do wąziutkiej rury kanalizacyjnej. I tak to działa.
Na prawo od przedpokoju, znaleźć można 2 pokoje sypialne, 2 pokoje 'biurowe', toaletę z wanno-prysznicem, oraz gustownie urządzony aneks higieniczny (2 umywale z lustrami) na zamknięciu perspektywicznym korytarza. To z grubsza tyle, na zdjęciach widać, jak to naprawdę wygląda. Jest czysto i schludnie i nikomu nic nie brakuje. Aha, na dachu akademika znajduje się wielka, świecąca choinka, która nierzadko siłą rzeczy stanowi jedyny (i jakże istotny) punkt odniesienia.
Oprócz akademika, na kampusie jest szereg różnych innych, powszechnie i nieodpłatnie dostępnych atrakcji. Począwszy od rozrywek dla ducha i umysłu (biblioteka, czytelnia), poprzez lokale zapewniające rozkosz dla podniebienia (te są niestety odpłatne), kończąc na placówkach rozrywek czysto fizycznych - basenie, siłowni, hali sportowej, kortach tenisowych, boisk, pokoi do skłosza itp. Innymi słowy MASS & SCULPTURE (masa i rzeźba)!
Ostatnia placówka, która stała się nierzadkim miejscem naszego słodkiego 'fu***ing around', głównie z powodu darmowej herbaty i kawy oraz niezmiernie wygodnych foteli, to I-House, a rozwijając ten niewiele mówiący skrót - International House. Tam właściwie zaczęliśmy naszą przygodę z ut, darzymy więc to miejsce ogromnym sentymentem.
To z grubsza tyle, pozdrawiamy,
ola, mateo, wojtek