Hej,
przyszedł czas na Dallas, monstrualną metropolię w samym sercu osławionego (przez filmy z Chuckiem Norrisem) Teksasu! To ponad 2-milionowe miasto, połączone w gigantyczną aglomerację miejska z poblikim Fort Worth, jest biznesowym centrum teksasu, z gigantycznym wprost portem lotniczym i innymi objawami potęgi, bogactwa i postępującej nowoczesności!
Do Dallas dojechaliśmy od północy, od strony Oklahoma City, już późnym popołudniem. Nie obyło się bez stania w długim korku, który ciągnął się już od przedmieść i rozpościerał na wszystkich 7 pasach ruchu samochodowego. Gigantyczne rozjazdy n-poziomowe, mimo iż sprawiały wrażenie mocno pogmatwanych i odstraszały ilością dróg przecinających powietrze w różnych kierunkach, na różnych poziomach, były jednak na tyle dobrze oznakowane, by nasza drużyna, mimo oczywistej zaściankowości, była w stanie ogarnąć gdzie skręcić i nie pogubić się. Po odnalezieniu naszego motelu w meksykańskiej dzielnicy Dallas, udaliśmy się jeszcze na krótki spacer po downtown, w którym roiło się od strzelistych, wysokich konstrukcji, na-bogato-wykończonych elewacji, placów i ulic. Po tejże wspaniałej przechadzce udaliśmy się z powrotem do naszego tex-mex motelu na wymarzony spoczynek.
Następnego poranka Dallas przywitało nas piękną, słoneczną pogodą. Na ten dzień zaplanowaliśmy dużo 'atrakcji'. Na pierwszy ogień poszedł najmniej chlubny chyba odcinek historii tego miasta, zamknięty w muzealnych eksponatach - rok 1963. Przy końcu ulicy Elm Street, w tym własnie roku bowiem, miał miejsce udany zamach na trzydziestegoktóregoś prezydenta USA - Kennedy'ego. Na ulicy namalowany jest biały x w miejscu, w którym smiertelny pocisk dosięgnął głowy Prezydenta. Muzeum znajduje się w budynku, z którego strzelał Oswald - zabójca. Muzeum przygotowane bardzo dobrze, robiło duże wrażenie i przekazywało wiele ciekawych informacji na temat całej akcji.
Po takiej dawce historii udaliśmy się w inne miejsce Dallas, mianowicie pod jeden z najbardziej znanych wieżowców - Fountain Place. Widać go z oddali na zdjęciu (zarówno nocnym, jak i dzinnym) - budowla przybrała postać szklanej bryły pościnanej w wielu pałaszczyznach i pod różnymi kątami. Ponadto, u jej podnuża znajdowała się fontanna, która otaczała cały budynek wokół. Warto nadmienić, iż posiadała ona zwstaw 362 elektronicznie sterowanych dysz wodnych. TAK!
Ruszając dalej na północ centrum Dallas, udaliśmy się do dzielnicy zwanej tutaj Art District. Poszliśmy tam z racji, iż jesteśmy młodymi adeptami architektury, i każde z nas zechciało popatrzeć na liczne budowle wielkich nazwisk z architektonicznego półświatka (Foster, Koolhaas, Pei) zgromadzone w jednym miejscu. Dzielnica przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Co tu dużo mówić - ilość hajsu wpompowana w ten kawałeczek Dallas oscylował na miliardy zielonych. Piękne budynki, otoczone znakomitymi trawnikami i nienagannymi chodnikami, parki, sadzawki, schody, pomniki - wszystko co można było sobie wymarzyć.
Po tejże wycieczce pojechaliśmy samochodem do Fort Worth - wspomnianego wcześniej miasta na zachód od Dallas. Tam zobaczyliśmy jedynie muzeum sztuki nowoczesnej, w budynku Tadao Ando. Ten mistrz betonu architektonicznego naprawdę pokazał na co go stać w tejże realizacji. Same eksponaty nie cieszyły naszych oczu tak jak ściany, na których były zawieszone. Gładki, ciepły w dotyku beton szokował lekkością i precyzją wykonania. Cały budynek odbijał się w wielkim lustrze wody sadzawki zaprojektowanej po jednej stronie budynku.
Z Forth Worth udaliśmy się z powrotem do Dallas. Tam, w przelocie zobaczyliśmyu tylko kopię Pałacu Kryształowego - budynku na pierwszą wystawę światową w Londynie, który niestety uległ zniszczeniu w wyniku pożaru. Kopia okazała się naśladować pałac tylko z zewnątrz, wnętrze jednak też robiło duże wrażenie (na zdjęciu poniżej).
No i w tym miejscu zbliżamy się nieuchronnie do gwoździa programu, punktu kulminacyjnego naszego pobytu w Dallas, prawdziwego szlagieru widowiskowo-kulinarnego - Medieval Times! Tak, to właśnie ta słynna sieć restauracjo-teatrów stała się naszym ostatnim miejscem odwiedzonym w Dallas. Soczyste Kurczaki z Grilla, Żeberka, pajdy chleba, zupa ze Smoczego Ogona - to wszystko czekało na nas w tym miejscu gotowe do zjedzenia (rękami, bez sztućców)! Oprócz tego wieczerzę umilała grupa aktorów-akrobatów, przebrana za rycerzy średniowiecznych, urządzając pokazy umiejętności, pojedynki na kopie, miecze, topory i walkę o rękę przepięknej królewny. Medieval times okazało się więc być cudownym ukojeniem dla ciała i ducha. Po tym doświadczeniu, przepełnieni pięknymi emocjami, udaliśmy się na spoczynek.
Następnego dnia czekała nas podróż do następnego miasta. Po drodze jednak zwiedziliśmy jeszcze największy w stanach stadion futbolowy - Dallas Cowboys. Wielki obiekt w rozsuwanym dachem, przesuwanymi ścianami i gigantycznymi trybunami był niesamowicie ekskluzywny i robił piorunujące wrażenie. Tutaj też aż czuło się ilość dolarów wpompowanych w ten projekt, nawet powietrze tutaj było lepsze niż na zewnątrz!
Opuściwszy stadion Kowbojów udaliśmy się na południe, do miasta znanego z jednego, najsłynniejszego powiedzenia:
........, mamy problem!
Wojtek
Pamiętam te spodenki "jordana" jak w podstawówce jeszcze byliśmy. Pozdro Kosa
OdpowiedzUsuń