2011/02/12

Szarlotka

Cześć Ziomki!
Wielkimi krokami nadszedł czas na kolejne sprawozdanie z wycieczki. Już niemal tydzień temu bowiem wyruszyliśmy na Wschód, aby tam zasmakować przygody!
Już od początku los sprzyjał naszej podróży w nieznane. Po wypożyczeniu pięknego, czerwonego jak jagody automobilu (toyota corolla sedan), uposażonego w najnowsze nowinki technologiczne - radio z odtwarzaczem kompaktów, automatyczną skrzynię biegów, tempomat (jakże niezastąpiony!) oraz klimatyzację manualną, udaliśmy się na zakupy spożywczo-gastronomiczne do znanego wszystkim dyskontu spożywczego o dźwięcznej nazwie Kroger (Julo - tam są rzeczy z najwyższej półki jakościowej, a cenowej jak najniższej).
Po udanych zakupach pojechaliśmy z powrotem na campus, aby tam, chcąc niechcąc, pogrązyć się w nauce. Nie było nam to jednak dane - zajęcia zostały brutalnie odwołane. W radosnych podskokoach spakowaliśmy się do plecaków i wyruszyliśmy 4h wcześniej. Czasowa przewaga okazała się być niezwykle pomocna, gdyz całą drogę lał deszcz, pod koniec zrobiło się juz ciemno.
Po przyjeździe na miejsce do miasta zwanego Charlotte (Szarlot) w stanie Północna Karolina, zostawiliśmy nasze zbędne pinkle w hotelu (który wyglądał jak z amerykańskich filmów) i udaliśmy się do CBD. Miasto było piękne, bo dużo rzeczy, a szczególnie wieżowców migotało kolorowymi lampkami tworząc niepowtarzalny klimat nawet (a moze szczególnie) w ponurej, deszczowej nocy.
Następny dzień - sobota, od rana przeznaczyliśmy na zwiedzanie. Pojechaliśmy na tor NASCARu, zwiedzaliśmy ogromne trybuny wielkiego stadionu i sklep z pamiątkami.
Potem pojechaliśmy do miasta. Zaparkowaliśmy nasz wóz i udaliśmy się na pieszą przechadzkę po okolicy. Widzieliśmy duzo nowoczesnych budynków, z których część to wysokie wiezowce. Miasto było bardzo czyste, zadbane i uporządkowane. Bardzo nam się podobało. Niestety pogoda ciągle była brzydka i padał deszcz.
Po południu niebo nagle oczyściło się i wyszło słońce, promyk nadziei, który dodał nam sił do dalszego zwiedzania pięknego USA. Pojechaliśmy nad pobliskie jezioro pod miastem na spacer. Tam okazało się, ze znaleźliśmy się w bardzo ekskluzywnej i bogatej dzielnicy, gdzie rezydencje przypominały raczej zamki i pałace. Gipsowe lwy przy wjeździe, wiezyczki na dachach, wypasione furasy i równo przystrzyzone zywopłoty. Samo jezioro było bardzo ładne, z wieloma zatoczkami i wysepkami. To był bardzo przyjemny spacerek.
Wieczorem pojechaliśmy znowu do centrum Charlotte, gdyz o 19 zaczynał się mecz NBA Charlotte Bobcats vs. Dallas Mavericks, a my mieliśmy na niego bilety. Sam stadion był ogromny (na 30 tys. widzów), trybuny prawie całe wypełnione. Mecz to ogromne widowisko, poza grą pojawiały się w przerwach różne atrakcje typu spadochrony z upominkami, prawie nie ubrane cheerleederki, latający sterowiec Bobcats i inne. A gra oczywiście na światowym poziomie, niesamowite akcje, sławne nazwiska: Dirk Nowitzki, Jason Kidd, alley-upy, gleby, danki i wszystko (to Wojtek dopisał bo sie zna)! Dallas dokopało Charlotte 12 punktami i bardzo dobrze. A Szczypek przespał pół meczu!!! Usytasy pojechaliśmy do naszej hoteliny ochłonąć z wrazeń. Po drodze zawineliśmy do Wendy's na 'old fashioned burgers' i nażarliśmy się jak boncury.
Nestępnego ranka wyruszyliśmy w drogę powrotną. Pogoda była mega masakra żyleta, droga szeroka prosta i nudna (jak wszystkie w USA chyba). Koło południa dojechaliśmy do Asheville - wprost uroczej mieściny, gdzie zatrzymaliśmy się na mały branczyk. Tam byliśmy w całorocznym sklepie bozonarodzeniowym i podziwialiśmy cudowne figurki i ozdóbki świąteczne. W Asheville jest też największy dom (rezydencja) w całych Stanach Zjednoczonych. Pojechaliśmy zobaczyć to cacuszko, ale bilety okazały się nie na naszą kieszeń, więc wyruszyliśmy dalej, w stronę Smoky Mountains National Park.
Droga przez Smołki była bardzo ładna i ciekawa. Góry Smołki to największy masyw Apallachów, swą nazwą biorą od częstych mgieł, które tu (ponoć) panują. My mieliśmy niebywałe szczęście i akurat niebo było czyste, a góry bardzo dobrze widoczne. I tak sobie jechaliśmy i jechaliśmy, az dojechaliśmy do miejscowości Cherokee, skąd pochodzi indiańskie plemie o tej samej nazwie. Niestety zadnego indianina nie uświadczyliśmy, ale za to w Cherokee jest bardzo duzo indiańskich sklepów z mokasynami, tomahołkami, kurtałami z zamszu z frędzlami, itd. Pojechaliśmy dalej.
Jechaliśmy sobie serpentynami w górę i w dół, wyjechaliśmy z rezerwatu, Cziroki i gór Smołki. W drodze do naszego Knoxville zatrzymaliśmy się w Sevierville, gdzie było mnóstwo wesołych miasteczek, domów rozrywki i innych. Tu widzieliśmy na przykład wielkiego tytanika, dom wywrócony do góry nogami, dom do którego wchodzi się przez paszczę rekina, dom na którym leży ogromna Puma i macha łapami, muzeum dmuchanego aligatora, itp. (na zdjęciu trochę widać). Miasteczko Sevierville jest bardzo amerykańskie :) Okrzyknęliśmy je królestwem Kiczu.
No i wieczorem dojechaliśmy do Knoxville, gdzie zamknęliśmy przysłowiowe 'kółeczko'.
Wysoka piątka dla wszystkich Czytelników,
H5,
Ola + Wojtek = Mateusz










































10 komentarzy:

  1. innymi słowy: kroger 'gówna nie sprzedaje'.
    budzi to moje uznanie niczym borsuk sie na wiosne.

    ps
    Wojtek znalazlem ostatnio pilke do kosza którą mi pożyczyłeś chyba w gimnazjum.przepraszam ze ja tyle przetrzymuje, daj znać kiedy ja moge jakoś podrzucić.

    bardzo podobała mnie się poprzednia notka i jej krystalicznie półtransparentny uklad graficzny. dajcie Mateuszowi częściej pisać, ludzie go pokochają!

    Olu dbaj prosze o nich. jesteś kobietą.

    julek

    OdpowiedzUsuń
  2. Julo a ja mam Twoje zimowe buty chyba w dalszym ciągu. Możemy zaaranżować jakąś wymianę. Wyślij mi piłke na mój tutejszy adres: 2117 Andy Holt Ave. #602, Knoxville, TN, 37916, USA.

    pozdro!

    OdpowiedzUsuń
  3. fajnie tam macie! magduska

    OdpowiedzUsuń
  4. Julek to jest jakiś pocisk? Bo znowu nie wiem czy to ironia czy komplement?

    OdpowiedzUsuń
  5. fajna wycieczka ;)
    proszę o więcej zdjęć z miasta kiczu :)

    kaja

    OdpowiedzUsuń
  6. kompletnie kompetentny komplement kumplu.
    juliusz

    OdpowiedzUsuń
  7. jestem kobietą,

    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Żebym Ci Ola nie uwierzyl przypadkiem...
    Kolsi

    OdpowiedzUsuń
  9. dobra przewrócona chatynka ;)

    Staciu

    OdpowiedzUsuń