Tint Base, Setswell, Cobalt dryer. Mówią wam coś te nazwy? Wiecie już o czym będzie ten post? Tak, post będzie o zajęciach z druku!
W pracowni drukarskiej jesteśmy (Ja-Mateusz i Mikołaj) dwa razy w tygodniu podczas obowiązkowych zajęć (2h pracy +15 min sprzątania po sobie). Na zajęciach jest trochę ciasno mimo, że cała grupa liczy zaledwie 14 osób. Dlatego też czasem idziemy coś nadrobić wieczorem. Możemy tak robić, gdyż pracownia otwarta jest codziennie do 24. Odpalamy muzykę i paćkamy się farbami, jest fajnie!
Niesamowita jest ilość sprzętu, który mamy do dyspozycji. Masa narzędzi, pracownia komputerowa z ploterami, niezliczona ilość pras drukarskich, suszarki, farby i inne machiny, których nazw po prostu nie znam ( nie wiem też do czego w ogóle służą ale są spoko!). Po prostu Wow!
Słowa rozpoczynające post to nic innego jak składniki farby drukarskiej. Tint Base i Setswell wyglądają jak smalec ale pachną inaczej. Nie wiem jak ze smakiem bo jeszcze nie próbowałem. Cobalt dryer sprawia że tusz wysycha. Oczywiście do całej mieszaniny należy dodać kolorowy tusz w minimalnych ilościach. I tak oto powstaje farba drukarska. Tada!
Następnie wszystko za pomocą wałka przenosimy na matryce, którą wcześniej sami przygotowaliśmy. Jest to spienione pcw z wydłubanym przez nas przy pomocy dłut wzorkiem. Przykładając papier wkładamy wszystko pod prasę. Kręcimy parę razy korbką i druk gotowy. Oczywiście nierzadko trzeba czynność powtórzyć parę razy co dostarcza wiele rozrywki.
W ramach drugiego projektu robiliśmy druki 3D. jeden na zdjęciu. Wkładać niebiesko-czerwone okulary i patrzeć jak muffinek wychodzi z papieru!
Aktualnie już skoczyliśmy prace ze spienionym pcw i dłubiemy w linoleum ale na efekty będzie trzeba poczekać ok. 5 tygodni.
Zabawa jest przednia, atmosfera w pracowni niesamowita a wszystko potęguje najlepszy prowadzący na świecie! Koichi Yamamoto (tłumacząc na polski: Szczęsław Podgórski) bardzo skrupulatnie wprowadza nas w kolejne tajniki pracy z drukiem. Co więcej, troszkę mówi po polsku czym nierzadko rozbawia nas do łez. W samej pracowni jest również parę akcentów polskich w tym tabliczka, którą widać na ostatnim zdjęciu. Dopiero za którymś z rzędu razem nam się to wrzuciło w oczy i wydało dziwne. Przecież jesteśmy na drugim końcu świata!
Szczęsław zabrał nas niedawno na wystawę polskiego malarza młodego pokolenia Tomasza Kalitko. Było super, szczególnie, że całe wydarzenie skończyło się kolacją u „mecenasa sztuki” Pana Pieńkowskiego w jego willi. Już wiemy, że w najbliższym czasie tez jesteśmy zaproszeni na kolejną wystawę.
I jak tu nie lubić takiego przedmiotu?
To pisałem Ja,
Mateusz.
PS. Nie wiem co w pracowni robiła Ola?!
W pracowni drukarskiej jesteśmy (Ja-Mateusz i Mikołaj) dwa razy w tygodniu podczas obowiązkowych zajęć (2h pracy +15 min sprzątania po sobie). Na zajęciach jest trochę ciasno mimo, że cała grupa liczy zaledwie 14 osób. Dlatego też czasem idziemy coś nadrobić wieczorem. Możemy tak robić, gdyż pracownia otwarta jest codziennie do 24. Odpalamy muzykę i paćkamy się farbami, jest fajnie!
Niesamowita jest ilość sprzętu, który mamy do dyspozycji. Masa narzędzi, pracownia komputerowa z ploterami, niezliczona ilość pras drukarskich, suszarki, farby i inne machiny, których nazw po prostu nie znam ( nie wiem też do czego w ogóle służą ale są spoko!). Po prostu Wow!
Słowa rozpoczynające post to nic innego jak składniki farby drukarskiej. Tint Base i Setswell wyglądają jak smalec ale pachną inaczej. Nie wiem jak ze smakiem bo jeszcze nie próbowałem. Cobalt dryer sprawia że tusz wysycha. Oczywiście do całej mieszaniny należy dodać kolorowy tusz w minimalnych ilościach. I tak oto powstaje farba drukarska. Tada!
Następnie wszystko za pomocą wałka przenosimy na matryce, którą wcześniej sami przygotowaliśmy. Jest to spienione pcw z wydłubanym przez nas przy pomocy dłut wzorkiem. Przykładając papier wkładamy wszystko pod prasę. Kręcimy parę razy korbką i druk gotowy. Oczywiście nierzadko trzeba czynność powtórzyć parę razy co dostarcza wiele rozrywki.
W ramach drugiego projektu robiliśmy druki 3D. jeden na zdjęciu. Wkładać niebiesko-czerwone okulary i patrzeć jak muffinek wychodzi z papieru!
Aktualnie już skoczyliśmy prace ze spienionym pcw i dłubiemy w linoleum ale na efekty będzie trzeba poczekać ok. 5 tygodni.
Zabawa jest przednia, atmosfera w pracowni niesamowita a wszystko potęguje najlepszy prowadzący na świecie! Koichi Yamamoto (tłumacząc na polski: Szczęsław Podgórski) bardzo skrupulatnie wprowadza nas w kolejne tajniki pracy z drukiem. Co więcej, troszkę mówi po polsku czym nierzadko rozbawia nas do łez. W samej pracowni jest również parę akcentów polskich w tym tabliczka, którą widać na ostatnim zdjęciu. Dopiero za którymś z rzędu razem nam się to wrzuciło w oczy i wydało dziwne. Przecież jesteśmy na drugim końcu świata!
Szczęsław zabrał nas niedawno na wystawę polskiego malarza młodego pokolenia Tomasza Kalitko. Było super, szczególnie, że całe wydarzenie skończyło się kolacją u „mecenasa sztuki” Pana Pieńkowskiego w jego willi. Już wiemy, że w najbliższym czasie tez jesteśmy zaproszeni na kolejną wystawę.
I jak tu nie lubić takiego przedmiotu?
To pisałem Ja,
Mateusz.
PS. Nie wiem co w pracowni robiła Ola?!
Misiek, dobrze wyglądasz w tym fartuchu! :D
OdpowiedzUsuńm.
Jaki kustosz ! Pozdrawiam Kosa
OdpowiedzUsuńPS. Bardzo ładnie piszesz mateusz <3<3<3
Eeeeej! Zarąbiste! też chce robić takie!
OdpowiedzUsuńotka
total zajęcia, też takie chcę :)
OdpowiedzUsuń