2011/01/16

Andy Holt Apt.

Elo,
kolejna porcja wiadomości zza Oceanu nadciąga! Tym razem słów kilka na temat tego jak mieszkamy.
No więc mieszkamy przy ulicy 2117 Andy Holt Ave., stąd też nazwa akademika (Andy Holt Residence). Akademik jest mega wielki, ma chyba 15 pięter, na każdym z nich po 24 mieszkania po 4 osoby w każdym. Łodi prędko policzy ile ludzi tu mieszka :) Na parterze mamy do dyspozycji pralnie, sklep z czipsami, kafejke internetową z drukarką laserową i codziennie innego stróża przy 'frontdesku'. W górę i w dół bez ustanku kursują 4 wielkie windy przepełnione ludźmi (różnej rasy). Zazwyczaj o 10 rano przeprowadzana jest próba alarmu przeciwpożarowego, więc reszta dnia niestety przebiega z dziwnym uczuciem piszczenia w trąbce eustachiusza.
Kiedy już wyjedziemy windą na 6/8 piętro, idziemy niewielkim, schludnym korytarzykiem wprost do swoich penthouse'ów. Po wejściu przez drzwi, znajdujemy się w przedpokoju, na którego ścianie rozpościera się przestronna, luksusowa szafa przykryta gustowną, choć z lekka wysłużoną kotarką (szafy nie mają drzwi). Idąc w lewo od korytarzyka, oczom naszym ukazuje się przestronny salon ze stołem, sofą i rzeczami, z na-wpół-wydzielonym aneksem kuchennym. Kuchnia jak kuchnia, ma wszystko co potrzeba, a nawet więcej. Chodzi tu konkretnie o urządzenie nazywane tutaj 'garbage disposal'. żeby śmieci nie śmierdziały, to np. skórę od banana wrzuca się do zlewu, to wpada do dziury i zostaje tam mielone na malutkie kawałeczki, aby następnie trafić do wąziutkiej rury kanalizacyjnej. I tak to działa.
Na prawo od przedpokoju, znaleźć można 2 pokoje sypialne, 2 pokoje 'biurowe', toaletę z wanno-prysznicem, oraz gustownie urządzony aneks higieniczny (2 umywale z lustrami) na zamknięciu perspektywicznym korytarza. To z grubsza tyle, na zdjęciach widać, jak to naprawdę wygląda. Jest czysto i schludnie i nikomu nic nie brakuje. Aha, na dachu akademika znajduje się wielka, świecąca choinka, która nierzadko siłą rzeczy stanowi jedyny (i jakże istotny) punkt odniesienia.
Oprócz akademika, na kampusie jest szereg różnych innych, powszechnie i nieodpłatnie dostępnych atrakcji. Począwszy od rozrywek dla ducha i umysłu (biblioteka, czytelnia), poprzez lokale zapewniające rozkosz dla podniebienia (te są niestety odpłatne), kończąc na placówkach rozrywek czysto fizycznych - basenie, siłowni, hali sportowej, kortach tenisowych, boisk, pokoi do skłosza itp. Innymi słowy MASS & SCULPTURE (masa i rzeźba)!
Ostatnia placówka, która stała się nierzadkim miejscem naszego słodkiego 'fu***ing around', głównie z powodu darmowej herbaty i kawy oraz niezmiernie wygodnych foteli, to I-House, a rozwijając ten niewiele mówiący skrót - International House. Tam właściwie zaczęliśmy naszą przygodę z ut, darzymy więc to miejsce ogromnym sentymentem.
To z grubsza tyle, pozdrawiamy,
ola, mateo, wojtek








10 komentarzy:

  1. Wojtek co Ty tam sobie nielegalnie popijasz? Jak rozumiem zapoznawcze zalewanie macie już za sobą

    Pozdro milion Arturo

    OdpowiedzUsuń
  2. http://www.youtube.com/watch?v=9RVYS72Pjw8

    a nie browar od rana do wieczora

    OdpowiedzUsuń
  3. wow... ja tez chce mielić banany w swoim zlewie ^^

    otka

    OdpowiedzUsuń
  4. Sterylność pomieszczeń przeraża niczym mieszkania z "Mechanicznej pomarańczy"
    Jasiek Kos.

    OdpowiedzUsuń
  5. brzmi nieźle, wygląda trochę gorzej, ale nie macie chyba źle ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. policzyłbym, ale nie wiem czy mówisz o piętrach po amerykańsku czy po ludzku (tj. jest parter i 15 pięter, czy 15 kondygnacji)?

    OdpowiedzUsuń
  7. parter to jest 1st floor. wiec jest 15 kondygnacji

    OdpowiedzUsuń
  8. co to za szafy bez drzwi? czy to aby na pewno szafy? martwie sie.
    julek

    OdpowiedzUsuń
  9. A miały być akademiki jak u Vana Wildera....

    OdpowiedzUsuń