2009/06/13

broke break mountain na tasmanii???

elo,
auto jakos bardzo nie chce zmienic wlasciciela:( nie bardzo rozumiem czemu, po absolutnie podzielam zdanie kosy, ze wszyscy powinni sie bic o falcona. no ale czekamy...

wczoraj probowalam wrzucic na stepny dzien z NZ, ale zdjecia nie chcaly sie ladowac, a ja nie mialam weny do pisanie, wiec z tym musicie poczekac na janka. jak narazie kilka newsow na biezaco:

janek z karolem postanowily pojechac na meska wyprawe do hobart na rowerach. wypozyczyli namiot, rowery, spakowali po 2 spiwory na glowe do plecakow - przez co wygladaja na wieksze niz nasze na 10 dni na nz. kiedy dotra- nie wiedza, napisza jak beda dojezdzali, ze mozemy siadac do falcona i jechac do hobart, gdzie spedzimy wszyscy razem kilka dni u naszego kolegi gordona i cos pozwiedzamy. jak narazie w pierwszy dzien przejechali 70 km, a do dzis 180 km.

w ramach redukcji ciezaru bagazu nie wzieli apartaku, wiec nigdy nie dowiemy sie gdzie byli na prawde i co tam robili. mam tylko zjdecia z przygotowan.











a tu jeszcze zdjecia z zaraz po skonczeniu projektow, po posprztaniu domu zrobilimy pranie, a ze padalo to suszylo sie u nas w pokoju. otwarte okno + kaloryfer i pranie po 24 godzina jest suche!



2009/06/10

dorosle zycie=dorosle problemy

elo elo,
no wiec jestesmy jak prawdziwi dorosli ludzie, nawet troche jak mafia (to szczegolnie Karol o czym za moment) - handlujemy samochodami i zakladamy konta w bankach, ktore zamiarzamy za kilka dni zamknac... hardcore! wszystko dlatego, ze udalo sie nam dostac kase od UTASa (takie stypendium) no i musza je na przelac na konto, wiec musielismy takowe zalozyc dla kazdego z nas.

a co do auta to ponizej jest ogloszenie zaprojektowane przez Were i Janka. No a z autem bylo tak: moj przyjaciel od serduszka, 58 letni Johny, byl bardzo zainteresowany kupnem samochodu, nawet po tym jak go zobaczyc i sie nim przejechal i poczul jego zapach. Chcial go tylko zabrac do mechanika, zeby zprawdzic czy cieknacy pojemnik na plyn od kierownicy (czy cos w tym stylu - Franek przepraszam, za tak uboga wiedze na temet tego co jest pod maska!) to powazna sparwa. No i stalo sie to czego obawialismy najbardziej - cieknace cos tam, nie jest powaznym problemem, ale sa inne powazne problemy:) no i johny zpasowal. Janek byl w 4 salonach z uzywanymi samochodami i w zadnym nawet nikt nie chcial go ogladac, wszyscy z miejsca mowili, ze nie!

No wiec teraz probujemy ogloszen, jedno wisialo na uni tylko 14 godzin i jest zainteresowana jakas dziewczyna (Janek z Karolem zostali wydelegawani, zeby pokazac woz). Kolejne beda wisialy w hostelach i supermarkecie, ale chyba podniesiemy cene na 1400 ono, zeby miec z czego schodzic w dol.

Przez wszytskie powazne sprawy do zaltwienia - banki, samochody, przelewy, transakcjie itd:) i nie najlepsza pogode musielismy przelozyc nasza wyprawe o kilka dni. Jak narazie, to wszyscy jestemy po prezentacjach, ale naszych ocen nie znamy.

Karol w wolnym czasie (tj, tak od tygodnia) ogladnal ojcza chrzesnego chyba 4 razy (po 2 razy pierwsza i druga czesc) a teraz czyta ksiazke... no i troche mu sie udzielil nastroj: prosi, zebysmy mowili do niego papa i calowali w reke. chyba zapowiadaja sie ciezkie 2 tygodnie na tasmanii...




Kaja - mozemy ci sposcic do 800 AU$, albo wogole podarowac to auto jako pamiatke z tasmanii, tylko transport musisz sobie jakis rozkminic:)

pozdro!

2009/06/08

dzien kolejny...

Elo,
Widze, ze dzien 7 naszej wyprawy jakos was nie powalil i odzew raczej biedny, albo powalila was sesja...
No wiec pora na kolejny dzien, wydaje mi sie ze to juz 8. Tym razem posta pisze baha, wiec nie bedzie tylu epitetow, homeryckich porownan i tego typu bajerow.

No wiec dzien 8 spedzilismy glownie w aucie, bo do przejechania bylo prawie 500 km - naszym celem byla Mt Ruapehu, ktora jest nie wygasym wulkanem - ostatnia erupcja byla jakos w latach 70-tych. No dobra, ale zaczne od poczatku. No wiec po nocy "na dziko" (na parkingu przy drodze szybkiego ruchu, przy jakims stadionie) wybralismy sie do muzeum maoryskiego, pod krorym zjedlismy sniadanie (jakos tak wyszlo, ze stalismy pod zakladem pogrzebowym) i troche ogarbelismy sie w toalecie. Potem ruszylsimy do malej miescinki pod Wellington, gdzie Janek kupil sobie super wypasiony podkoszulek canterbury. No i tyle bylo atrakcji w dniu 8... My jechalismy i jechalismy naszym kampusiem, a deszcz bebnil o szyby i jak na chwile przestal bebnic to udalo sie nam zatrzymac i zrobic laden zdjecia w malowniczym krajobrazie. Noc spedzilismy na campingu miedzy dwoma aktywnymi wulkanami, ale przed pojsciem spac zapoznalismy sie z planem ewakuacji, wiec bylismy bezpieczni. Deszcz lal caaalutenka noc i co pokrzyzowalo nasze plany na wycieczke nastepnego dnia rano. Nie udalo sie nam tez zobaczyc wulkanow, bo byla bardzo gesta mlga - no ale o tym w kolejnym poscie.

Teraz troche informacji bardziej na czasie. Nie wiem czy juz wam pislaismy, ze wracamy wczesniej - 29/07 o 13 juz bedziemy na Balicach!
Janek mial dzis swoja prezentacje, Karol z Wera z czwartek a ja mam jutro, no i to bedzie koniec naszej przygody z UTASem. Niestety jakie mamy oceny dowiemy sie dopiero 8 lipca (najprawdopodobniej z internetu jesli bedziemy akurat gdzies gdzie bedzie zasieg).

No i to by bylo na tyle na dzis - pozdro 600!!!





fotostory - przygoda w aucie - 1: jasio chce slonce, jasio nie chce deszczu!!!


fotostory - przygoda w aucie - 2: no i robilam co moglam, zeby jasia pocieszyc...


fotostory - przygoda w aucie - 3: a jasio nic...