Niestety nasz wczorajszy post to byl tylko niewinny primaaprilisowy zarcik, a w przestworza wzbijemy sie dopiero 30/04, jak polecimy na Nowa Zelandie. No, ale na wszelki wypadek zamieszczam stosowne sprostowanie, zeby sie tam nik nie denerwowal, jesli uwierzyl. Na razie serdeczne pozdrowienia dla dziadka Bahy, ktory jako jedyny (z tego co nam wiadomo) pokazal, ze umie sie dobrze bawic i sie nabral. Natomiast rodzina dulinskich, zamieszczajac pierwszy komentarz z data 1 kwietnia powaznie podwazyla wiarygodnosc calej historii - no, ale musicie przyznac, ze nawet wszystko sie kupy trzymalo. No, moze poza tym, ze Baha raczej nie jest milosnikiem ekstremalnych sportow, a tym bardziej latania.
Pytanie do Magdy: naprawde sprzedalas twingusia i chcesz do nas przyjechac, czy to prima aprilis, bo nie mozemy tej zagadki rozgryzc!
pozdro dla wszystkich, jutro chyba pojedziemy na wycieczke na polnocny zachod Tasmanii - jeszcze nie do konca wiemy, co tam jest, ale jutro zobaczymy. Czekajcie na obszerna wycieczkowa relacje!
2009/04/02
2009/04/01
Latamy!
Na uniwersytecie na razie nie ma bardzo duzo roboty, a pracy na razie tez nie udalo nam sie znalezc, wiec postanowilismy zajac nasz wolny czas jakims zajeciem, na ktore w Polsce nie mielibysmy czasu, i... zapisalismy sie na kurs pilota szybowca.
Inicjaywa wyszla od Gabi, ktorej kuzyn lata od paru lat i podobno strasznie sie na to zajawil. Weszlismy wiec na strone aeroklubu tasmanskiego, i okazalo sie, ze owszem, prowadza szkolenia dla pilotow - amatorow. Kurs trwa 2 miesiace, kosztuje troche ponad 400 $ od osoby, a w rezultacie dostaje sie miedzynarodowa licencje pozwalajaca wypozyczac szybowce w prawie wszystkich krajach swiata (w tym w PL) i samodzielnie je pilotowac (bedziemy mogli zabrac pasazera :).
No i wczoraj bylismy na pierwszych zajeciach (przedzial wiekowy innych uczestnikow od 18 - 60 lat), lotnisko, a wlasciwie kawalek laki z hangarem jest stosunkowo niedaleko od Launceston. Zaczelo sie od ogldania maszyn (wiecie, ze to ma rozpietasc skrzydel 12 metrow i wazy tylko 170 kg?) - w srodku bylo chyba z 20 roznych zegarow, wajch i pokretel, wygladalo to wszystko troche przerazajaco, ale jak instruktor to tlumaczyl, to wydawalo sie calkiem logiczne. W kazdym razie dostalismy podreczniki (ze 100 stron, ale z duzym tekstem i obrazkami) i mamy to wkuc na pamiec i zdac egzamin teoretyczny zanim bedziemy mogli usiasc za sterami - sprawdzian 23 kwietnia, a na razie loty tylko z instruktorem (on kieruje). No i wczoraj po poludniu pierwszy raz wzbilismy sie w powietrze (ten chlop z przodu w pomaranczowych okularach to wlasnie Jeff - nasz instruktor, nawet fajny, tylko zarty, ze teraz pocwicymy sobie beczki, albo pikowanie pod katem 70 stopni w dol sa niezbyt smieszne dla kogos, kto pierwszy raz w tym siedzi). Szybowiec rozpedza sie na linie za taka mala awionetka, a na wysokosci 800 metrow odczepia sie line i mozna polegac juz tylko na pomyslnych wiatrach! W kazdym razie uczucie niesamowite i super widok (ta kabina jest calkowicie przeszklona) - szkoda, ze lot trwa przecietnie tylko 25 minut :(

Inicjaywa wyszla od Gabi, ktorej kuzyn lata od paru lat i podobno strasznie sie na to zajawil. Weszlismy wiec na strone aeroklubu tasmanskiego, i okazalo sie, ze owszem, prowadza szkolenia dla pilotow - amatorow. Kurs trwa 2 miesiace, kosztuje troche ponad 400 $ od osoby, a w rezultacie dostaje sie miedzynarodowa licencje pozwalajaca wypozyczac szybowce w prawie wszystkich krajach swiata (w tym w PL) i samodzielnie je pilotowac (bedziemy mogli zabrac pasazera :).
No i wczoraj bylismy na pierwszych zajeciach (przedzial wiekowy innych uczestnikow od 18 - 60 lat), lotnisko, a wlasciwie kawalek laki z hangarem jest stosunkowo niedaleko od Launceston. Zaczelo sie od ogldania maszyn (wiecie, ze to ma rozpietasc skrzydel 12 metrow i wazy tylko 170 kg?) - w srodku bylo chyba z 20 roznych zegarow, wajch i pokretel, wygladalo to wszystko troche przerazajaco, ale jak instruktor to tlumaczyl, to wydawalo sie calkiem logiczne. W kazdym razie dostalismy podreczniki (ze 100 stron, ale z duzym tekstem i obrazkami) i mamy to wkuc na pamiec i zdac egzamin teoretyczny zanim bedziemy mogli usiasc za sterami - sprawdzian 23 kwietnia, a na razie loty tylko z instruktorem (on kieruje). No i wczoraj po poludniu pierwszy raz wzbilismy sie w powietrze (ten chlop z przodu w pomaranczowych okularach to wlasnie Jeff - nasz instruktor, nawet fajny, tylko zarty, ze teraz pocwicymy sobie beczki, albo pikowanie pod katem 70 stopni w dol sa niezbyt smieszne dla kogos, kto pierwszy raz w tym siedzi). Szybowiec rozpedza sie na linie za taka mala awionetka, a na wysokosci 800 metrow odczepia sie line i mozna polegac juz tylko na pomyslnych wiatrach! W kazdym razie uczucie niesamowite i super widok (ta kabina jest calkowicie przeszklona) - szkoda, ze lot trwa przecietnie tylko 25 minut :(

2009/03/31
assignment=zadanie domowe
Elo, elo..
Poniewaz cos spada liczba nabitych odwiedzin postanowislismy zamiescic posta. Klopot tylko z tym, ze nic sie u nas nie dziej, nie ma o czym pisac i brak ciekawych zdjec. Dlatego opowiemy wam o naszych malych niedzielnych klopotach naukowych.
Poniewaz na poniedzialek bylo oddanie prezentacji z przedmiotu historia i teoria projektowania (polegalo na liczeniu ludzi na ulicy i obserwowaniu ich zachowan i wyciagania z tego wnioskow) postanowilismy przyjsc na uni zeby je dokonczyc. Jednak o 13 dowiedzilismy sie, ze na nastepny dzien jest oddanie eseju z meblarstwa, eseju po ANGIELSKU na 1250 slow na TEMAT DREWNA na podtsawie KSIAZEK po ANGISLKU - sparwa raczej z tych grubszych. Siedlismy na dupach na 8 i napisalismy esej w bolach. Oczywscie mnie sie dostalo od Janka, ze nie znam dokladych dat oddan zadan, bo to przeciez moj obowiazek wiedziec wszytsko! Za dlugie siedzenie na uczelni postanowialam odregagowac zabawa fajnym skanerem, ktory wysyla skany na maila.
pozdro, pozdro
Poniewaz cos spada liczba nabitych odwiedzin postanowislismy zamiescic posta. Klopot tylko z tym, ze nic sie u nas nie dziej, nie ma o czym pisac i brak ciekawych zdjec. Dlatego opowiemy wam o naszych malych niedzielnych klopotach naukowych.
Poniewaz na poniedzialek bylo oddanie prezentacji z przedmiotu historia i teoria projektowania (polegalo na liczeniu ludzi na ulicy i obserwowaniu ich zachowan i wyciagania z tego wnioskow) postanowilismy przyjsc na uni zeby je dokonczyc. Jednak o 13 dowiedzilismy sie, ze na nastepny dzien jest oddanie eseju z meblarstwa, eseju po ANGIELSKU na 1250 slow na TEMAT DREWNA na podtsawie KSIAZEK po ANGISLKU - sparwa raczej z tych grubszych. Siedlismy na dupach na 8 i napisalismy esej w bolach. Oczywscie mnie sie dostalo od Janka, ze nie znam dokladych dat oddan zadan, bo to przeciez moj obowiazek wiedziec wszytsko! Za dlugie siedzenie na uczelni postanowialam odregagowac zabawa fajnym skanerem, ktory wysyla skany na maila.
pozdro, pozdro
Subskrybuj:
Posty (Atom)