2009/03/27

umeblowany kwadrat

Elo,
Na prosbe rodzicow i przyjaciol zamieszczamy zdjecia umeblowanego domu. Pamietajcie, ze aparat nie oddaje calkowicie rzeczywistosci i balagan, ktory widac na zdjeciach nie byl az tak wielki jak moglo by sie wydawac. Przynam sie szczerze, ze nie sprzatalimsy specjalnie przed robieniem zdjec, ale w rzeczywistosci nasze gniazdko nie jest az tak zaniedbane. Przypominam, ze umeblowanie kosztolalo nas ok 150-200 $.

Myslelismy o ogloszeniu konkursu "znajdz roznice pomiedzy naszym starym a nowym domem", ale nasz LICZNIK ODWIEDZIN by tego nie wytrzymal - mam nadzije, ze zauwazyliscie, ze po 2 miesiacach blogowania odalo sie nam go zamiesciec - dzieki Kajce!

Niesety liczenie zaczelo sie od 0 (pierwsze 20 odwiedzin to Janek, ktory odpalil bloga na wszytskich komputerach w pracowni i cieszyl sie jak nabijal kolejne odwiedziny). Zyby miec jakies pojecie ile powinno byc ich na prawde prosimy, abyscie napisali ile razy dziennie srednio odwiedzacie bloga (i teraz sie okaze kto nas lubi najbardziej!)

Pozdro!




nasz pokoj z Krakowem wedlug Frendusow na scianie. Zwroccie uwage na stylowe szafeczki nocne zrobione ze styropianowych opakowan po mrozonkach i pudla.




pokoj Wery i Karola - porownajcie sobie wielkszosc ich pokoju i naszego - tak tu wlasnie wszytsko wyglada... kominek, szafa z lustrem, nie bede tego wszytskiego komentowac!


grajdolek Gabi


salon - kacik Janka i moj do pracy. Nasz pokoj jest niestety za maly, zeby sie tak zmiescily biurka.


salon - Janek na sofie odpoczywa przed kominkiem:)


kuchnia

2009/03/22

Wyprawa 20-21/03

Na poczatek, korzystajac z okazji, ze jestesmy 10 godzin do przodu chcielismy wszyscy zyczyc Wojtusiowi, zeby rosl duzy i zeby sie dobrze rozwijal!

Oto relacja z naszej kolejnej wyprawy. W piatekwyruszylismy z Lonnie na wschod, do st Helens, przez Scottsdale - droga taka, ze wszystkim chyba z wyjatkiem kierowcy bylo niedobrze. Po drodze zahaczylismy o najwieksze na Tasmanii wodospady - 95 metrow wysokosci. Tutaj nasze auto troche odmowilo posluszenstwa i po tym jak zaparkowalismy je troszke krzywo (pod gore i bokiem), nie bardzo chcialo odpalic. No, ale przepchnelismy je tak, zeby stalo "nosem w dol", poczekalismy chwile i odpalilo.

St Helens jest mniej wiecej wielkosci Czaslawia albo Podstolic, i w dodatku o 18.30 wszystkie sklepy z wyjatkiem monopola byly zamkniete, wiec mielismy male problemy z zaopatrzeniem na kemping (jeszcze raz podkresle, ze monopol na szczescie byl otwarty). Zajechalismy na plaze mniej wiecej w polowie miedzy st Helens a Gardens - tam male ognisko, vifonki na gas cookerze, ktory dostalismy w spadku po niemcach, lokalne wino i do spania jak sardynki w naszym wozie.

Rano ruszylismy na poludnie, w strone Freycinet Pennisula i niezrazeni krowami przechodzacymi przez droge dotarlismy o 14 na miejsce, gdzie wybralismy sie na maly bushwalking i skakanie po falach. Niestety dziewczyny - surferow brak. Potem, po 5 godzinnym marszu zapakowalismu sie do smierdzacego auta, 140 kilometrow po serpentynach, 70 po Heritage hwy i domek.