2009/03/13

Tamanskie blachy

Wreszcie, po niemalych bojach udalo nam sie zarejestrowac naszego rupiecia. Sama rejestracja nie byla taka straszna (poza tym, ze kosztuje 300$ za 6 miesiecy), gorzejbylo z przegladem rejestracyjnym. Nie ukrywam, ze nasze auto troche przeszlo i faktycznie moznaby co nieco poprawic, ale 1200$ za naprawe (tyle nam wyliczyli w jednym z warsztatow) to prawie tyle, co nasz falcon kosztowal! No, ale co oni chcieli wymieniac: szyba przednia, bo porysowana od wycieraczek (300$), fotel kierowcy i pasazera, bo podobno sa zapadniete (270$), prog, bo ma dwie przerdzewiale dziury (250$), opony z tylu, koniecznie nowe (240$), no i do tego jeszcze pare jakis glupot, no i sie nazbieralo. Wiec poszlismy do mechanika polecanego jako 'easy going'. I faktycznie poszlo dosc lekko: przyjechala pani z dzieckiem w wozku, poszarpala za pasy, pokrecila kolami, zamigala migaczami, kazala nam wymienic zarowke w swietle cofania i skasowala 80$ zamiast 1200$.



2009/03/11

Ruskie!

No i maly polski akcent z Tasmanii - ruskacze! Z tasmanskiego sera i ziemniakow, boczku bez tluszczyku, cebuli za 6 zeta za kilo nie smakuja tak jak u babci, ale to i tak dobra alternatywa dla chleba tostowego, ryzu i makaronu.





2009/03/10

wyprawa

elo elo.
no janek tak po prostu napisal, ze spalismy w aucie bez zadnego wprowadzenia i 0 w tym tragedi, a ja mialam wymyslona taka piekna notke i teraz wszytsko leglo w gruzach:( no ale dodam tylko, ze spanie w 5 osob w aucie wcale nie jest takie zle i ja sie osobiscie ciesze, ze tak sie stalo, bo gdybysmy spali w tym namiocie to ja bym zamrazla a pozatym nie poznalibysmy niesamowitych mozliwoscie naszego wozu. dodam, ze jak przyjechalimsy to pogoda byla jak na zdjeciach - raj na ziemi i ze zdjec moze sie wydawac ze bylo 30 stopni, jednak bylo bardzo zimno i po pol godzinie zaczelo wiac i lac. pozatym janek nie wspomial o krociotkiej liscie rzeczy o ktorych zapomnielismy - no wiec wybralismy sie na camping bez lopaty, bez latarki i bez karimat (spanie na zlanej ziemi bez karimat chyba nie jest ok). wspomne wam tez, ze musielismy znalezc camping z wolnym miejscem i taki, gdzie nie ma ludzi z turbo wypasionym ekwipunkiem, bo strasznie bylo nam wstyd, ze u nas taka bieda.. aha no i z dala od ludzi, ktorzy jedza dobre rzeczy, bo my mielismy bochenek obrzydliwego tostowego chleba, ser zolty, ketchup, truskawki i pomidory z targu na obiadokolacje i sniadanie nastepnego dnia, wiec wszelksie zapcahy smazonych kielasek i widok slatek draznily by nas.

pod zdjeciami mialy byc podpisy, ale janek zkonczyl grac w noge i mnie pospiesza, wiec napisz jak tylko bede miala dostep do internetu!

















































2009/03/09

Internetowe problemy

Elo! Bardzo przepraszamy za chwilowa przerwe w pisaniu bloga! Chcielismy dzisiaj przeslac cos wiecej, nadrobic zaleglosci, ale internet na UNI niestety padl, a pan informatyk jest niestety w hobart, wiec na razie nic z tego! Poza tym dzisiaj jest jakies australijskie swieto narodowe, wiec kompletnie nic nie dziala, tylko McDonald, w ktorym wlasnie siedze i pisze posta. Z tym ze internet tutaj dziala makabrycznie wolno i raczej zdjec nam sie wyslac nie uda. W weekend bylismy na wyprawie na poludniu Tasmanii - w sobote zobaczylismy
Hobart, a pozniej udalismy sie dalej na poludnie, na najbardziej na poludnie wysuniety cypel Tasmanii. Spedzilismy upojna noc w naszym samochodzie, bo na kemping zapomnielismy zabrac sledzi do namiotu. W niedziele natomiast udalismy sie na 5 godzinna wycieczke do Suoth Cape Bay - ocean super, wialo jak cholera, ale na falach raczej nie poskakalismy, bo woda lodowata - wszak to blisko do antarktydy!

Prosimy o cierpliwosc i wyrozumialosc - jak tylko ogarniemy sytuacje z internetem (a wlasciwie jak ogarnie ja pan informatyk z UNI) to nadrobimy fotograficzne zaleglosci, a baska na pewno wymysli jakiegos dluuuuugiego posta.

Pozdro dla eki!

Przemo, to ja do ciebie pisalem!