2009/02/19

długa notka bahy

Elo elo,
To będzie pierwsza poważna i długa notka, prawdziwy konkret a nie jakiś pierd. Niestety nie bardzo są szanse na net w domu, naszym nowym, o którym zaraz wam napiszę, więc piszę notkę w domu, zaraz pójdę do Maka, gdzie jest jedyny na razie odkryty darmowy Internet, no pomijając nasze turbo uni, które jest dalej od Maka.
Ok, no wiec opowiem jak znaleźliśmy dom. Poszukiwania zaczęliśmy we wtorek, przeszliśmy agencje nieruchomości, pytając o dom z 2 sypialniami i jakimś livingroomem, no bo 3 pokoje na nas 5 wystarczyło by spokojnie. No ale niestety mili i wielkoduszni Australijczycy odmawiali nam oglądania tak maego domku, bo będzie nam w nim nie wygodnie. Tak wiec musieliśmy pytać tylko o domki z 3 sypialniami. No i znajdujemy 1, pani nam mówi, ze możemy go oglądnąć, dała nam klucze i dymamy na drugi koniec miasta. W domu jak dla mnie mogło by mieszkać 10 osób, bo miał 3 dosyć duże sypialnie, livingroom, ja już rak pisze, bo nie wiem jak to jest po polsku:) i jakieś takie nie bardzo wiadomo co, pokój, do którego wchodziło się od zewnątrz, na tyłach domu. Wszędzie śmierdziało i było strasznie syfnie i nie było tzw. white goods czyli pralki i lodówki. Bardzo zależy mi na tym, żebyście się czegoś z naszego bloga nauczyli wiec będę wam tu przemywała wiedzę.. tego samego dnia oglądnęliśmy chyba z 50 innych ofert w jakis biurach i zostawiliśmy nasz nr telefonu, żeby dzwonili i dali znam znać kiedy możemy się ustawić i go oglądnąć. No i niestety nie doszło do żadnego spotkania:(
Wczoraj, jak dla mnie, zaczęło być już spinkowo, bo możemy w naszym hotelu mieszkać tylko do soboty, a ty mieszkania nie ma a czas ucieka, nikt nie dzwoni. No i wreszcie uśmiechnęło się szczęście, promyczek nadzieli!! Siedzimy na uni po jakimś dziwnym rozpoczęciu roku, i gadamy sobie po polsku i podbija do nas koleś i pyta czy jesteśmy na wymienia i czy z polski. Okazało się, ze sam był w polskie 2 lata temu, w krk na stypendium, takim jak my tu jesteśmy. No i gadka szmatka, doszło do tego, ze nie możemy znaleźć domu, on popatrzył na nasze oferty, gdzieś zadzwonił i spytał się czy jeden z domów z jakiegoś tam biura nam odpowiada, bo to jest jego dom i nam bo bardzo chętnie wynajmie. Ustawiliśmy się na 18, żeby go oglądnąć i tak udało się nam wbić na pierwsza imprezę na Tasmanii. Zostaliśmy przez niego i jego dziewczynę Sarę bardzo miło ugoszczeni tasmańskim bronkiem i mięsem z grilla. No i przenosimy się do naszego nowego gniazdeczka w sobotę. Mamy szafki w kuchni, lodówkę i pralkę, a resztę mebli będziemy rozkiniali. Josh i Sara strasznie się ucieszyli, ze jesteśmy z Polski, bo twierdzą że fajnie było na stypendium.
Teraz conieco o uni. W środę było rozpoczęciu roku dla wszytych nowych studentów, czyli z zagranicy i 1 roku. Byli animatorzy ze starszych lat i zabawy integracyjne mniej więcej jak na obozie prze gimnazjum i liceum, podział na grypy i coś w tasmańska odmiana puszczania promyczka, wiec trochę przypałowo, ale na pewno bardzo mnie to zbliżyło do moich nowych, 2 lata młodszych znajomych, z którymi już nigdy nie będę gadać. Pyzatym animatorzy oprowadzali nas po uczelni i moja animatorka, trafiłam na najgorsza, była gruba i leniwa i nie chciało się jej chodzić chyba, wiec pokazywała nam ręką co gdzie jest i ze sobie tam trafimy, a w ogóle to nie jest ciekawe i nie trzeba tego wszystkie wiedzieć. Ze śmiesznych rzeczy, to mają na uczelni pokój do relaksacji dla kobiet, dla mężczyzn nie ma, jeszcze tam nie dotarłam, i w damskich i męskich kiblach jest miejsce do przewijania dzieci.
To na razie było by na tyle, czekam na notki od was z jakimiś hot newskaimi, skreślajcie dni na kalendarzu, cieszcie się zimą, tu jest dziś bardzo gorąco, więc byliśmy się kąpać w Gorge Catarecte, zdjęcia są w poprzednim poscie.
Trzymajcie się ciepło, pamiętajcie o małych koliberkach po drugiej stronie globu!
PS. Info dla Wojtka – woda w umywalce kręci się w tą samą stronę co w Polsce – tzn. w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek zegara.

2009/02/18

Zgodnie z obietnica wysylamy zdjecia z naszego malego Launceston. Wprawdzie Krakow wedlog frendusow to to nie jest, ale po kilku dniach chodzenia w poszukiwaniu mieszkania, samochodu i takich innych rzeczy przekonalismy sie, ze nie jest takie zle. Bylismy natomiast dwa razy na naszym UNI (bo nik tu nie mowi university, tylko uni), i jest calkiem fajnie. Na razie zerujemy na darmowym barbecue (chociaz dzisiaj kielbaski nie byly zbyt smaczne).


Tak mniej wiecej wyglada cale Launceston.


Launceston lezy niby w delcie rzeki Tamar, ale nad woda nie jest zbyt pieknie, bo co chwile jest przyplyw i odplyw i strasznie brudna jest ta woda.


Golabeczki I.


Golabeczki II.


W drodze na George Catharact - fajne miejsce, gdzie weekendy spedza chyba polowa Launceston, a dotrzec mozna betonowa sciezka dla mieczakow lub hardkorowym szlakiem dla twardzieli (my sprawdzilismy obie trasy).


George Catharact CD.


I na koniec sweet kaczuszki dla Asi!

2009/02/15

launceston

elo elo
Jestesmy juz w Launceston. Na razie bedzie post bez fotek, bo nie mamy netu na naszych komputerach. Wczoraj przespacerowalismy sie po naszym nowym miasteczku, ktore jest jednak nieco mniejsze od Krakowa i nie roi sie tu od atrakcji raczej. O wodeczce z bezclowego nie ma mowy, bo tu jest zakaz wwozenia czegokolwiek i zabrali nam paste do zebow. A co do temperatury, to jest goraco w sloncu, w cieniu ok, ja wczoraj nie posluchalam rady Kaji i nie uzylam kremu z filtrem i dzis mam cala czerwona morde. Na razie to tyle, bo net tu przedrogi, postaramy sie wrzucic jakies zdjecia, a jutro wielki dzien, idziemy na nasza uczelnie. Wielkie pozdro.