mnie osobiscie troszke szkoda stad wyjezdzac, niewielki pipek na poludniu australli okazal sie byc bardzo sympatyczna wysepka. polubilismy nawet niewielkie lonnie, w ktorym w koncu spedzilismy 5 miesiecy. pozegnalismy sie z wszystkimi znajomymi z UNI, co drugi obiecuje, ze nas w polsce odwiedzi... co z tego bedzie to zobaczymy za jakis czas, mam nadzieje, ze sie z nimi jeszcze jakos zobaczymy. z drugiej strony, jak mysle, ze za 3 tygodnie i troche zobacze was wszystkich w krakowie (na lotnisku mam nadzieje :) to sie cieplej na sercu robi.
dziekuje wszystkim za wytrwalosc w odwiedzaniu tasmanskiego bloga, chociaz to jeszcze nie koniec australijskiej wyprawy. w miare mozliwosci postaramy sie relacjonowac przebieg naszej siedmiotysiecznej podrozy po mainlandzie!
wielkie pozdro i do zobaczenia w KRK
wyglada na klase..
OdpowiedzUsuńwyprawa owocna wiec zasluguje na szacunek!
julek
wracajcie juz, do ciezkiej chol......!!!!
OdpowiedzUsuńula
ja wole wyprawy w czwartki i srody... Pozdro
OdpowiedzUsuńKOsa.,