2009/07/01

no i koniec...

no, i niestety nadszedl koniec naszej tasmanskiej wyprawy... jutro o 6.30 rano mamy samolot do melbourne, lecimy razem z moimi rodzicami. dzisiaj ostatnia wizyta na UNI, wera, kraol i gabi pod nasza nieobecnasc zajeli sie (mam nadzieje) wywozeniem mebli, sztuccow, materacy i innych takich rzeczy. my juz wlasciwie jesteswmy spakowani, jeszcze jakas tam kosmetyka zostala.

mnie osobiscie troszke szkoda stad wyjezdzac, niewielki pipek na poludniu australli okazal sie byc bardzo sympatyczna wysepka. polubilismy nawet niewielkie lonnie, w ktorym w koncu spedzilismy 5 miesiecy. pozegnalismy sie z wszystkimi znajomymi z UNI, co drugi obiecuje, ze nas w polsce odwiedzi... co z tego bedzie to zobaczymy za jakis czas, mam nadzieje, ze sie z nimi jeszcze jakos zobaczymy. z drugiej strony, jak mysle, ze za 3 tygodnie i troche zobacze was wszystkich w krakowie (na lotnisku mam nadzieje :) to sie cieplej na sercu robi.

dziekuje wszystkim za wytrwalosc w odwiedzaniu tasmanskiego bloga, chociaz to jeszcze nie koniec australijskiej wyprawy. w miare mozliwosci postaramy sie relacjonowac przebieg naszej siedmiotysiecznej podrozy po mainlandzie!

wielkie pozdro i do zobaczenia w KRK

3 komentarze:

  1. wyglada na klase..
    wyprawa owocna wiec zasluguje na szacunek!
    julek

    OdpowiedzUsuń
  2. wracajcie juz, do ciezkiej chol......!!!!
    ula

    OdpowiedzUsuń
  3. ja wole wyprawy w czwartki i srody... Pozdro
    KOsa.,

    OdpowiedzUsuń