2009/04/05

Prawie wyprawa!

No!

Nadszedl czas na relacje z naszej kolejnej wyprawy, na ktora wybralismy sie w piatek i sobote. Tym razem postanowilismy pojechac na polnocny zachod, jeszcze nas tam nie bylo, a poza tym mozna tam zobaczyc ciekawe bagno, farme wiatrakow (kazdy 99 metrow wysokosci), taka wielka skale, ktora ni z tad ni z owad sterczy z ziemi tuz przy morzu, a poza tym Burnie i Devonport - kolejne co do wielkosci po Hobart i Launceston miasta na Tasmanii.

I w piatek, tuz po meblach (robimy fornnirowane pudelko) zabralismy Gabi z uni i tym razem porzadnie zaopatrzeni ruszylismy przez Deloraine na polnoc. Po drodze bylismy w niesamowitym sklepie - nazywal sie Reliquaire, a sprzedawali najdziwniejsze rzeczy jakie w zyciu widzialem - generalnie wszystko w klimacie Alicji w krainie czarow - i w dodatku tysiace tych roznych bibelotow. Niestety nie mozna bylo robic zdjec.

Potem przejechalismy przez Devonport, w ktorym nie ma chyba nic ciekawego poza tym, ze przyplywa tam SPIRIT OF TASMANIA - tai wielki prom, co kursuje pomiedzy mainlandem a Tasmania. Na spanie - w aucie oczywiscie - zatrzymalismy sie na luksusowym kempingu za 6$ od osoby, byl full wypas, prysznice, drewno na ognisko, kible... Wieczorem postanowilismy poeksperymentowac z dlugim czasem naswietlania, zapalonymi patykami i latarka - fajna zabawa, ale nie wiem, czy inni kempingowicze bawili sie rownie dobrze jak latalismy w kolko o 11 wieczor z latarkami i sie darlismy.

Rano ruszylismy do Stanley - to tam gdzie ta skala. Po drodze zawinelismy jeszcze na taki klif, na ktorym stala strasznie fajna latarnia morska z 1888 roku. No i tutaj zaczely sie klopoty. Mianowicei, jak tam dojechalismy, to z naszego auta zaczela sie wylewac woda i w dodatku cos cholernie syczalo - diagnoza padla na chlodnice. Dotoczylismy sie wiec jakos z gorki do najblizszej miesciny - Vinyard, i postanowilismy poszukac mechanika. No i oczywiscie w sobote wszystko pozamykane. Przed jednym z dwoch warsztatow siedzial koles, ktory powiedzial, ze chetnie zobaczy co nam sie zepsulo - zaufania nie budzil, ale przynajmniej popatrzyl i powiedzial, ze to pompa wody z chlodnicy, i ze nam niestety nie pomoze, bo warsztaty otwieraja w poniedzialek. Postanowilismy wiec opuscic Vinyard i dotoczyc sie jakos do Burnie (20 km). Zajelo nam to z 2 godziny, bo jechalismy 5 minut, a potem trzeba bylo stawac, poczekac, az silnik ostygnie, dolac wody, ktora mniej wiecej w tym samym tempie wylewala sie dolem i tak w kolko... I do tego urwal nam sie jeszcze po drodze pasek klinowy!

Do Burnie dojechalismy oczywiscie 20 minut po odjezdzie ostatniego (i jedynego) autobusu do Launceston i oczywiscie tez wszystko bylo zajete. Zadzwonilismy wiec do Sama - to taki nasz kumpel z UNI, ktory jedzie do Polski na wymiane na przyszly semestr, i on powiedzial, ze podjedzie do nas, bo mieszka w Letrbe (mozecie sobie w google zobaczyc, gdzie to wszystko jest) i nas z tego Burnie ewakuowac. Jak powiedzial tak zrobil, w dodatku jeszcze zadzwonil po lawete, na szczescie nie musielismy nic placic, bo to pokrylo ubezpieczenie Sama. No i na wieczor podwiozl nas do Launnie, gdzie zalapalismy sie jeszcze na posiadowe u Sary i Josha - naszych gospodarzy. Musimy mu jakas flaszke i przewodnik po polsce kupic, bo nas troche uratowal. W kazdym razie Fordzik jest 150 kilometrow od nas, w naprawie (200$), a we wtorek pojedziemy go odebrac.

No, to tyle przygod, pozdro i czekajcie na kolejne wiadomosci, bo weekend byl z przygodami, ale nie chcemy wszystkiego na raz wrzucac.







































11 komentarzy:

  1. hej :) no to niezle mieliscie przygody :) ten Sam to ciagle Was ratuje z opresji, najpierw dom, teraz auto :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jakie basiorek ma skrzydelka dowcipne :)
    wojcio

    OdpowiedzUsuń
  3. Fura wam się spierdasiła? To tak jak mi.. tylko mi padł komputer.. x) i jest muka..

    Sorry Jasiu, że zniknąłem ze Skypa, ale u nas było rano i właśnie wyjeżdżałem do Wiśniowej pooglądać działkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. no to kurde balans! zdjecia nocą naprawdę fajnie wyszły :)

    paweł

    OdpowiedzUsuń
  5. janek nie opsial zdjec, wiec ja cos dopisze:
    light graffiti to male fotograficzne eksperymenty z ktorych jestemy bardzo dumni, nie wiem czmeu janek nie zamiescil swoich wyczynow, gdzie rysowal pale.

    zdjecie gdzie karol ciagnie were zrobione zostalo nad urwiskiem (ok. 150 m) gdzie wera zachowywala sie bardzo nie odpowiedzialnie, bo sie nie bala stach blisko krewedzi.

    na czarnobialych zdjeciah jestemy my u naszych sasiadow a ten blonyn z tyl to wlasnie Josh.

    kaja: Josh nam wynajmuje dom i byl w Polsce 2 lata temu, a Sam jedzie po Polski na nastepny semestr:) ale i jeden i drugi nam bardzo pomogl.

    wojcio: basiorek jest z natury taki dowcipny a na dodatek taki slodziudki i aniolkowy

    franek (tak sparwdze czy franek tu zaglada): skyline jest specjalnie dla ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Baha dzieki za informację !!!
    Karol , dzieki za uratowanei Wery !!!
    Wera , a ty nie rób nam tego bo juz Twój skok do wody spowodował omdlenie u Mamy ( a u mnie palpitację serca).

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuje bardzo Baha! Jasne że zaglądam! :)
    Franek

    OdpowiedzUsuń
  8. P.S.
    Jak mi kupicie bilet w obie strony to Wam sfixuje tą furę!
    Franek

    OdpowiedzUsuń
  9. Super te fotusie z naświetlaniem, a nysa tez niczego sobie. Trzeba bylo ja zawinac, zamiast naprawiac fordzika. Pozdro Kolsi

    OdpowiedzUsuń
  10. miał być ciąg dalszy i co?

    OdpowiedzUsuń
  11. naświetlanie ekstraklasa, ja miałem mały przestuj w blogowaniu bo najpierw alpy potem po powrocie wywalili mnie ze studiów i było troszke zachodu zeby mnie spowrotem przyjeli ale już wszystko ok. a wasze zdjęcia i histori sprawiają że mam o czym myśle na nudnych wykładach
    pozdro mp

    OdpowiedzUsuń