2009/04/08

ciag dalszy...

Tak jak obiecalismy, ciag dalszy naszych weekendowych przygod. W niedziele w kosciele spotkalismy polke, ktora zaprosila nas na wielkanocny obiad do domu polskiego. Nie odmowilismy, bo mysl o polskim jedzeniu i spatkaniu rodakow byla dosyc zchecajaca. No i w trojke (Gabi, Janek i ja, bo Wera z Karolem piorniczyli juz na uni) poszlismy na zurek z KIELBASA (!!!) i CHLEBEM oraz domowej roboty ciasta - byly super odmiana po naszych makaronach czy ryzach z sosem i chelbie tostowych (wakacyjne menu, ktore po miesiacu juz nie smakuje jak na wakacjach). Wszyscy w domu polskim byli bardzo mili i ciekawi co my tu wlasciwie robimy. Fajnie sie gawedzilo, mimo, ze srednia wieku byla tak ok 65 lat, no bo wszyscy to polacy, ktorzy przyjachali tu po wojnie lub ich dzieci. Najwieksza atrakcja byla loteria fantowa, na ktorej niezle sie oblowilismy, bo wszyscy polacy oddawali nam swoje wygrane losy, zeby biedne studenciaki cos sobie wygraly.No wiec najcenniejsza wygrana byl polski chleb upieczony przez jedna z pan, nie mniejsza radosc sparwily nam serwtki, malutkie miseczki, porcelanowe pudeleczka do trzymania bizuterii (stoja juz na kominku), butelki na oliwe i ocet winny (niestety mamy tylko olej i cytryne jesli jest na wyprzedazy), wiec one tez ozdabiaja nasz salon. Postramay sie wrzucic ich zjecia. Jak wrocilismy do domu okazalo sie, ze Sara z Joshem postanowili nam zrobic niespodzianke i przywiezli stara sofe od dziadkow i caly zestaw kuchennych przyborow babci Sary (nie bede ich opisywac tylko jutro wrzuce zdjecia, ale na pewno sa starsze od nas... moze nawet razem wzietych :)

To jednak nie koniec przygod. W poniedzialek na zajeciach z mebli zaczal wyc jakis alarm. Nasz nauczyciel sobie poszedl zobaczyc co sie dzieje, a nas zostawil samiutkich w warsztacie. Sami sie stamtad ewakulowalismy jak zobaczylismy, ze wszyscy inni studenci juz stoja na polu i jedzie straz pozarna (moze to ja mam po prostu pecha do tych ewakuacji - madziorek powinien pamietac nasz angielski, jak byla bomba u pijarow - Janek). Jak stalismy juz przed budynkiem, to odnalazl sie nasz nauczyciel, ktory powiedzial, ze "school is sort of burning and we need to stay out". No i stalismy sobie na polu, Janek z dwoma australiskimi studentami w naszym wieku, 50-cio letnim Richardem - stolarzem, ktory z nami studiuje i zawyza poziom (dlatego nie bedziemy sie chwalic naszymi ocenami z lyzek) i naszym nauczycielem pykali w football australiski podczas gdy nasza szkole zalewala woda z jakiejs cieknacej rury...

pozdro i postaram sie wrzucic zdjecia zdobyczy jutro, a na razie tylko biedne, stygnace autko z maska przytrzymana brytfanna, w ktorej na zmiane pieczemy lasagne i zbieramy wode z chlodnicy..

ps. policzylismy, ze odwiedzacie nas srednio 52,92 razy dziennie. Gdyby Porebski, Majkel, Tumiel i Swierszczyk tu zagladali, bylo by znacznie lepeij! Postarac sie chlopaki!


8 komentarzy:

  1. kurde no on sie obraził po prostu, bo go w ogóle nie myjecie! pozdro, wojciecha

    OdpowiedzUsuń
  2. Ziomki.. ładnie to tak zbierać od obcych fanty? ;P Biedne studenciaki.. koń by się uśmiał.. Prędzej największe sknery na świecie.. :P hhahahahaa.

    OdpowiedzUsuń
  3. do Janka - niestety madziorek, czyli, że ja, nie był podczas ewakuacji szkoły u p. Sikory bo byłam wówczas na wymianie z niemcami i tylko zaaferowana antos dzwonila do mamy, że jest bomba w szkole:)
    do Bahy i reszty dziewczynek hihihi - czemu sami sobie nie upieczecie chleba? co prawda nie macie takiej wypaśnej maszyny jaka ma tata marcin (to taki żarcik ze sztokholmu), no ale w piekrniku też się da, ergo (żarcik związany z durbasem) podziałajcie coś w tej sprawie!!

    OdpowiedzUsuń
  4. no właśnie jakby się Wam chciało to można zrobić dużo fajnych potraw, nie tylko ryż i makaron z sosem.
    świetni tam sa ludzie! ciągle Wam pomagają ;) ciekawe czy w Polsce ktos by tak pomagał Australijczykom....
    p.s. Porębski napisał komentarz pod ostatnim wpisem

    OdpowiedzUsuń
  5. melduje ze jako pierwsza wróciłam z pfrzedswiątecznego bro w dymie, niało być na kopcu,ale duch małych leniuszk,ów wygrał nad globtroterem, reszta ekipy chyba planuje jakies szaleństwa w psie albo nie wiadomo gdzie, ale ja juz grzecznie w łóżeczku, specjalnie po to wrócilam wczesniej zeby strzelić komenta dla was :* ps1 bacha, milczę na iadomy temat więc chyba wiadimo co to oznacza :(
    ps2: czy koliberki znają słowo chędorzyć i wiedzą co ocnnacza??? bo dziśbyła duż rozkmina kiedy go użyłam
    pozdro t

    OdpowiedzUsuń
  6. tocha: ochedzrzyc? to chyba posprzatac, i ja znam takie slowka? a co do milczenia, to janek jest zadania, ze ci co zdaja za drugim razem lepeij jezdza. jutro wstanie nowy dzien, nie ma co sie martwic...

    kaja i madziorek: z moca naszego piekarnika i kuchenki jest na serio bardzo zle i uratowac nas moze tylko maszyna taty ergo marcina - to taki motyw durbasa w szwecji - nic nie pomieszalam:)

    wojcio: wera ma chyba brudny obiektyw, auto lsni, a janek i karol sa wlasnie w drodze po nie (koszt 210$ za naprawe, 44$ za przewodnik po KRK dla Sama)

    BARDZO PRZEPRASZAM MP, za to, ze pomyslama, ze tu nie zaglada.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jezu.. ja nic nie kumam z tego co wy tutaj piszecie.. :)
    ad. Tocha, Baha - Chędożyć- staropolskie bzykać/pieprzyć. Używane jako synonim ale co dziwne tylko w stosunku (dwuznacznie) do mężczyzny ;).. Sprzątać też.. :) Tak wyczytałem.. x)
    Mocno nagłośnione przez "testosteron"

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie, kto by poszedł na KOPI? Dawno mnie tam nie było. w ogóle dalibyście znać, że gdzieś idziecie. :/

    OdpowiedzUsuń